„The Dreadco Report, 1978″

[Ku pamięci, z okazji pojawienia się wyświetlaczy w Tesco  http://swiatczytnikow.pl/e-papier-wchodzi-do-tesco/ ]

Supermarket Dreadco

Angielski tygodnik „New Scientist” zamieścił swego czasu bardzo zabawna publikację, poświęcona ‚ szeroko pojętym problemom innowacji (widzianym w krzywym zwierciadle). Ponieważ sądzimy, że może na wprawić w dobry humor czytelników – publikujemy artykuł „The Dreadco Report, 1978″ na naszych łamach.

Korporacja Badań, Studiów i Wdrożeń Dedala – DREADCO otworzyła ostatnio własny supermarket w celu udostępnienia swych produktów bezpośrednio klientom. A oto sprawozdanie jednego z dziennikarzy zaproszonych do zapoznania się z nowa technika sprzedaży i z nowymi wyrobami.
Centrala operacyjna domu towarowego Dredmart z pewnością służyła jeszcze niedawno jako warsztat. Telefony, dla łatwiejszego wykręcania numerów, zamocowano w imadłach, małą tokarenkę na półce wykorzystywano najwyraźniej do ostrzenia ołówków, zaś terminale komputerowe i monitory stały na blaszanych szafkach i płytach pokryciowych. Plakaty na ścianach grzmiały łatwym do zapamiętania sloganem: „Mniejsza o nazwę – DREADCO!”. Szefowi firmy, Dedalowi, wyraźnie podobało się to pomieszczenie. Gdy skończyliśmy spożywać firmowy poczęstunek, złożony z tiksotropowej, nierozlewającej się kawy i sprężonych herbatników (dzięki utrwaleniu w nich naprężeń wstępnych same rozsypują się w ustach nie wymagając gryzienia), wygłosił do nas krótka mowę powitalną.
– Dziękuję wszystkim za przybycie – rzekł – Świadomość, że środki masowego przekazu : interesują się naszą korporacja i jej pierwszą placówką sprzedaży detalicznej jest dla nas dopingującym bodźcem. Być może opracowana z żelazną logiką organizacja tego naszego najnowszego działu zaskoczy was nieco. Jak wiecie, DREADCO jest najbardziej nieodpowiedzialną i zwariowaną ze wszystkich instytucji prowadzących prace badawczo-rozwojowe na zlecone tematy, a podstawą naszego nieprzerwanego pasma sukcesów zawsze było i jest wyciąganie wniosków z zupełnie przypadkowych spostrzeżeń, zmienianie kierunku prac badawczych według swego widzimisię, a najogólniej mówiąc – ufność w niewyczerpane bogactwo zjawisk przyrodniczych, dostarczające niemożliwych do przewidzenia z góry lecz wspaniałych możliwości. Jednakże nawet my musimy w końcu sprzedawać nasze osiągnięcia. Jak uczy doświadczenie, większość poważnych programów badań stosowanych oraz ściśle ukierunkowanych prac badawczych tylko szczęśliwym trafem nie kończyła się zaprzepaszczeniem wartościowych wynalazków Przypomnę, że firma IBM odrzuciła swego czasu ofertę wykorzystania kserografii twierdząc, że nigdy nie będzie dużego zapotrzebowania na kopiarki biurowe, a inna znana firma 3M opracowała przezroczystą taśmę klejącą tylko jako potrzebny w niewielkich ilościach wyspecjalizowany produkt do naprawy uszkodzonych książek. Trudno więc przewidzieć zastosowanie praktyczne rezultatów prac.
Gdy w Nigerii zainstalowano pierwsze wtryskarki do tworzyw sztucznych, to ze wszystkich produktów na nich wytwarzanych bezkonkurencyjnym powodzeniem cieszyły się wkładki do zlewozmywaków. W tym czasie zlewozmywak był w Nigerii niezwykłą rzadkością. Tysiące wkładek znikało w buszu by służyć jakimś do dziś nie poznanym potrzebom tubylców!
Wszystkie prace badawcze prowadzone przez DREADCO dają w rezultacie jakieś nowe produkty, a niektóre z nich są nawet wytwarzane w skali pilotowej. Pamiętajmy przy tym, że Bóg jeden wie ile dotychczas zmarnowaliśmy przezroczystych taśm przylepnych i wkładek zlewozmywakowych od dając je do oceny rozmaitym zarozumiałym durniom i nadętym specom od badań rynku Dlatego właśnie uruchomiliśmy nasz własny dom towarowy. Ma to być miejsce ciągłej sprzedaży towarów naszego pomysłu konkurujących ze sobą walorami, i wszystko cokolwiek wymyślą nasi ludzi jest tu wystawiane na sprzedaż. Zadajemy sobie przy tym mnóstwo trudu by odkryć kto co kupuje i dlaczego. Czy są jakieś pytania?
– Jaki towar idzie w tej chwili najlepiej? chciał wiedzieć przedstawiciel telewizji.
– Nie mam pojęcia – odparł Dedal.-Zobaczmy sami Każda operacja sprzedaży jest przekazywana z kas do znajdującego się tutaj centralnego komputera, a ponadto fotografujemy nabywców każdego towaru dla celów analizy rynku.
Włączył najbliższy terminal i cały ekran monitora wypełnił się rzędami cyfrowych oznaczeń towarów. Dedal gwizdnął ze zdumienia.
– Kto by pomyślał? — wykrzyknął – nowe pułapki na myszy idą jak ciepłe bułki! Odwrócił się do nas z wyjaśnieniem:
– Pułapki na myszy wabiące te gryzonie środkiem zapachowym przyciągającym daną płeć wymyślił jeden z naszych biologów, który doszedł do wniosku, że żółty ser jest już bardzo nieskuteczną przynętą. Ponieważ dawno zsyntetyzowano substancje zapachowe przyciągające dla wielu gatunków zwierząt, opracowanie takiej pułapki było zupełnie prostą sprawą. Zobaczmy przy okazji kto je kupuje.
Odwrócił się ponownie do terminala i na ekranie monitora zamigotała seria zdjęć: młodsze i starsze nastolatki, setki z nich, dyskretnie sfotografowane przy płaceniu lub przy odbieraniu kupionej pułapki zapakowanej w szykowną firmową torbę. Odnosiło się wrażenie, że są dość skrępowane i kupują ukradkiem.
– No proszę! – mruknął Dedal. -Ciekawe, co też one będą łapać? Nigdy nie przyszłoby mi na myśl, że człowiek może mieć tyle wspólnego z myszą… Odwrócił się do nas triumfalnie:
– To właśnie doskonały przykład tego o czym mówię. Być może to co widzieliśmy jest bez większego znaczenia pod względem statystyki sprzedaży i obrotów. Z drugiej strony fakt ten może sygnalizować nam coś zupełnie nieoczekiwanego i wartościowego. Musi dowiedzieć się o tym Oddział Kosmetyków, zawiadomię też naszych biologów może zaczniemy wytwarzać pułapki zapachowe dla ludzi. No, ale pewnie chcielibyście już rozejrzeć się po tym całym interesie.
Na pierwszy rzut oka, Dreadmart był zupełnie zwyczajnym domem towarowym. W dużej hali stały rozproszone lady i półki, a klienci snuli się swobodnie między nimi. Na jednej z półek kilka puszek enzymatycznego środka do usuwania farby podskakiwało rytmicznie, wydając okrzyki „Kup mnie! Kup mnie!” aby przyciągnąć uwagę klienta, ale zdaje się, że był to jakiś produkt doświadczalny. Po drugiej stronie hali spostrzegłem podobną półkę lecz z towarem stojącym nieruchomo. Natomiast ceny nie były umieszczone na zwykłych tabliczkach, a ukazywały się na wyświetlaczach cyfrowych. Właśnie widoczna na jednym z nich cena zamigotała i zmniejszyła się o kilka centów. Dedal spostrzegł nasze zainteresowanie i pośpieszył z wyjaśnieniami.
– Widzą państwo działanie naszego programu stymulacji rynku – powiedział. – Znacie wszystkie te mądrości ekonomistów o podaży, popycie, elastyczności cen, itd. Właśnie nasi programiści sprawdzają działanie tych teorii w praktyce. Za każdym razem kiedy ktoś coś kupuje, fakt ten jest sygnalizowany centralnemu komputerowi. Dany produkt cieszy się popytem, a więc jego cena idzie w górę. Natomiast gdy magazyny otrzymują dodatkową dostawę tego towaru lub gdy leży on jakiś czas na półkach nie sprzedany, program stwierdza przewagę podaży nad popytem i cena spada. A więc komputer nie tylko kontroluje automatycznie stan zapasów, ale jednocześnie wyznacza i uaktualnia na bieżąco rzeczywistą cenę rynkową wszystkiego co mamy na składzie. Jest to wprost nieocenione źródło informacji o stanie interesów, a poza tym przynosi nam zyski w jeszcze inny sposób.
Nasi zwiadowcy prowadzą obserwacje we wszystkich innych domach towarowych w mieście. Jeśli gdziekolwiek sprzedają coś poniżej aktualnej, rzeczywistej ceny rynkowej – wiemy o tym natychmiast. Wysyłamy tam wtedy zespół tajnych nabywców DREADCO, którzy wykupują cały zapas, wystawiany następnie u nas na sprzedaż.
W pobliskim stoisku z sadzonkami mebli (zaprogramowane genetycznie: wyrosną z nich stoły, krzesła, regały) zauważyliśmy klienta wpatrującego się intensywnie w wyświetlacz i najwyraźniej czekającego na spadek ceny. Nagła obniżka o kilka centów przeważyła szalę. Skoczył i złapał upatrzoną sadzonkę, jednocześnie otrzymując z maszyny wydruk z chwilową ceną i odszedł z miną wielce zadowolonego z siebie.
Dedal przyglądał się temu z ukontentowaniem.
– Muszę powiedzieć, że zaprogramowaliśmy w układzie regulacji cen trochę numerycznego szumu – powiedział. Nadaje to kupowaniu hipnotyczny posmak, jak przy grze na automatach hazardowych.
Normalnie ceny wahają się odrobinę ponad wartość teoretyczną lecz zaprogramowaliśmy także niewielkie obniżki w nieregularnych odstępach czasu. Jeśli człowiek jest przyzwyczajony do stałej ceny, to nawet taki mały spadek działa niezwykle kusząco.
Spacer po całym tym domu towarowym nasunął mi nieodparty wniosek, że tradycyjny handel splajtuje, jeśli Dedal rozszerzy działalność swej firmy. Wszystkie jego produkty wydawały się jednakowo genialne. W jednym ze stoisk reklama zachęcała do kupowania „wysokotonowych i niskotonowych uspokajaczy dla niemowląt”, zastępujących tradycyjne smoczki. Były to pojemniki aerozolowe; wysokotonowy zawierał hel powodujący w bezpieczny sposób podniesienie się częstotliwości płaczu niemowlaka do zakresu niesłyszalnych ultradźwięków, natomiast z uspokąjacza basowego wydobywał się perfluorocyklobutan, obniżający nieszkodliwie dźwięk płaczu do przyjemnego, kojącego pomruku.
„Działa także na psy!” -zapewniała reklama. Do następnego stoiska doszliśmy po czerwonym dywanie, na którym, jak spostrzegliśmy ze zmieszaniem, zostawiliśmy zielone ślady butów.
– Nie martwcie się państwo – uspokoił nas Dedal. – Ślady znikną gdy tylko spłynie ładunek elektryczny. To barwnik piezochromatyczny. Pokrywamy nim dywany i już wiemy kto gdzie chodził, pokrywamy nim tapety i w każdej chwili otrzymujemy dowolne desenie; stosujemy go także na materiałach artystycznych i innych. Ciągle zastanawialiśmy się jakie może być najlepsze przeznaczenie tych barwników. Na razie najlepiej idą piezochromatyczne ubrania dla młodzieży. Zmieniające się podczas ruchu rysunki naprężeń w tkaninie są bardzo atrakcyjne dla oka.
W dziale odzieży były także inne ciekawe rzeczy, jak na przykład specjalna niekrępująca bielizna dolna (nasycona katalizatorem powodującym utlenianie się gazów trawiennych na bezwonny dwutlenek węgla z wytwarzaniem miłego ciepła), stanowisko z promiennikami podczerwieni, w którym nabywcy dżinsów z termokurczliwego tworzywa mogli je idealnie dopasować na siebie, oraz cały stos rajstop z włókna węglowego (eleganckie, nie puszczające oczek, antystatyczne i kuloodporne).
Z kolei znaleźliśmy się w dziale spożywczym, w którym dominowała wielka plansza „Niezwilżane pożywienie DREADCO – nowy sposób na odchudzanie”.
– Ten produkt jest rezultatem naszych prac badawczych nad detergentami – powiedział Dedal. – W ramach tych badań zaczęliśmy pracować nad związkiem, który w przeciwieństwie do detergentów zmniejszających napięcie powierzchniowe cieczy, zwiększałby je prawie do poziomu rtęci. W wyniku otrzymaliśmy środek powodujący niezwilżalność produktów spożywczych. Żywność taka zupełnie nie ulega trawieniu w przewodzie pokarmowym!
– Tu z kolei mamy coś zupełnie odwrotnego.
– Dedal wskazał na ladę z napisem ,,Okład żywnościowy DREADCO Przyłóż chleb na swój grzbiet”
– Jeden z naszych chemików dostawał szału przy karmieniu swego synka-niejadka widząc, że jedzenie trafia wszędzie tylko nie do ust niegrzecznego smyka. Przypomnieliśmy sobie te wszystkie sposoby domowej medycyny z przykładaniem ugniecionego chleba do rany, robieniem okładów z surowego mięsa na podbite oko itp. i wynaleźliśmy całkowicie zhydrolizowaną powierzchniowo czynną odżywkę dla niemowląt, odznaczającą się małym ciężarem cząsteczkowym i doskonale wchłanianą przez skórę. Jej stosowanie ułatwia specjalna mokra antypieluszka, stanowiąca opakowanie odżywki.
Badamy intensywnie rynek pod kątem potencjalnych nabywców tej żywności. Uważamy, że oprócz rodziców małych dzieci, wdzięcznymi klientami mogliby być kierowcy dalekobieżnych ciężarówek, nurkowie, kontrolerzy ruchu powietrznego i wszyscy inni, którym charakter pracy utrudnia zrobienie przerwy na posiłek.
– No cóż, to wszystko powinno dać państwu jakieś pojęcie o naszej filozofii działania. Może teraz przyjrzymy się pracy działu reklamacji. Jest to dla nas źródło bardzo wartościowych informacji od klientów.
Dział ten wyposażony był w wielką ladę, obsługiwaną przez parę pracowników w białych fartuchach z wyhaftowaną nazwą firmy. Gdy zbliżyliśmy się tam, jakaś starsza pani akurat opróżniała na ladę foliową torebkę, pełną poszarpanych kawałków mięsa.
– … odpaliłam zapalnik zgodnie z instrukcją – mówiła z pretensją w głosie – i kurczaka po prostu rozerwało na strzępy. Mięso rozleciało się po całej kuchni, wszędzie. Mój biedny Pikuś omal nie zdechł ze strachu i teraz ucieka pod piec nawet kiedy zapalam papierosa. A Bert mało się nie wściekł – nie dość, że nie dostał obiadu, to jeszcze trzeba było sprzątać cały ten bałagan.
– Bardzo mi przykro, proszę pani – odezwał się młody człowiek przyjmujący reklamację ale nie powinna pani była oskubywać kurczaka z piór. Przy pieczeniu drobiu przy użyciu wybuchowego nadzienia wyrzucane pióra pochłaniają energię fali uderzeniowej. Co za pożytek z tego, że hipersoniczna fala uderzeniowa w ciągu jednej mikrosekundy rozmraża, zmiękcza i piecze kurczaka, jeśli w następnej mikrosekundzie zostaje on rozerwany na strzępy, prawda? Dam pani nowego kurczaka i pokażę jak idealnie można go przyrządzić za pomocą naszego pirotechnicznego nadzienia.
Zachowując się nieco nerwowo pod okiem szefa, młodzieniec położył na ladzie wypatroszonego, mocno zamrożonego, nie oskubanego kurczaka. Następnie umieścił w nim ładunek i podłączył wystający z ptaka przewód do małej zapalarki.
– Chwileczkę… -zaczął Dedal, ale już było za późno. Rozległ się stłumiony grzmot detonacji i pierze buchnęło we wszystkie strony, zaściełając podłogę, a także pokrywając klientkę oraz personel. Niektóre pióra powbijały się nam nawet głęboko w ubrania.
– Najmocniej panią przepraszam – odezwał się młody człowiek, jeszcze bardziej speszony. – Zapomniałem przykryć kurczaka koszem do chwytania pierza. Ale proszę spojrzeć jak pięknie się upiekł!
Miał rację. Kurczak, calutki lecz teraz pozbawiony zupełnie pierza, rumiany i parujący, leżał, pachnąc apetycznie, w epicentrum rozrzuconych wybuchem piór. Klientka mruknęła podziękowanie, wpakowała kurczaka do torby i odeszła zostawiając za sobą ślad z pierza. Wyglądało na to, że pieczenie przy użyciu fali uderzeniowej nie zdobyło chyba nowego zwolennika. Do podobnego wniosku doszedł niefortunny demonstrator.
– Bardzo pana przepraszam – zwrócił się drżącym głosem do szefa. – To już się nie powtórzy. Pozwoli pan, że oczyszczę pańskie ubranie z pierza.
Ale Dedal, głęboko zamyślony, powstrzymał go ruchem ręki.
– Spójrzmy na te pióra – mamrotał – niektóre wbiły się prawie na trzy centymetry i to przez grubą tkaninę. Na pewno wirują w locie jak strzały. To jest właśnie zasada, jakiej potrzebujemy dla nowej, wydajnej maszyny do wyrobu kilimów z odpadów! Parkinson skocz no pan i przynieś mi parę mierników tensometrycznych, dobrze!? Higgins, czy może pan znaleźć następnego kurczaka?
Świat handlu detalicznego nigdy już nie będzie taki, jak przedtem.

Przełożył Witold Kałużyński

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s